Fabrykanci jadali inaczej niż ich robotnicy. Ci pierwsi zamawiali dania w restauracjach przy Piotrkowskiej, ci drudzy wracali po zmianie do domów na Bałutach czy Widzewie i stawiali na stole garnek zalewajki. Ta zupa nigdy nie trafiła na fabrykanckie przyjęcia, ale przetrwała w kuchniach robotniczych rodzin dłużej niż niejedna fabryka, w której pracowali.
Czym różni się zalewajka od żurku i barszczu białego
Zalewajkę gotuje się na zakwasie żytnim - tym samym, którego używa się do żurku. Różni ją skład: zamiast białej kiełbasy i jajka na twardo dominują w niej ziemniaki, pokrojona w plastry kiełbasa i zasmażka z cebulą. Od barszczu białego, przygotowywanego na zakwasie pszennym, odróżnia ją właśnie żytni fundament smaku, wyraźnie kwaśniejszy i bardziej wyrazisty niż w innych zupach na zakwasie.
Zupa robotniczej Łodzi, nie fabrykanckich salonów
Pierwsze wzmianki o zalewajce w regionie łódzkim sięgają XIX wieku, czasu gdy do miasta napływały tysiące ludzi szukających pracy w fabrykach włókienniczych. Zupa powstawała z tego, co było pod ręką i tanie: ziemniaków, zakwasu, kiełbasy, cebuli, czasem grzybów albo marchwi. Była podstawą wyżywienia klasy robotniczej, nie strawą na pokaz. Wraz z falą migracji robotników przemysłowych zalewajka powędrowała też na ziemie świętokrzyskie, gdzie do dziś gotuje się jej lokalne odmiany.
Skąd naprawdę pochodzi: Łódź czy Radomsko
Region nie mówi jednym głosem, komu zalewajka zawdzięcza nazwę i przepis. Na Krajowej Liście Produktów Tradycyjnych figuruje zalewajka z województwa łódzkiego, wpisana w styczniu 2008 roku w kategorii gotowych dań i potraw, a rok później osobno zarejestrowano zalewajkę radomszczańską. Obie wersje różnią się drobnymi detalami przygotowania, ale łączy je to samo pochodzenie: uboga kuchnia robotnicza i chłopska dawnego województwa łódzkiego.
Jak dziś gotuje się zalewajkę po łódzku
Podstawą jest zakwas żytni, taki sam jak do żurku - można go kupić gotowy albo zrobić samemu, zalewając mąkę żytnią wodą i odstawiając na kilka dni do ukiszenia. Do wywaru z wędzonką albo kością dodaje się pokrojone w kostkę ziemniaki, plastry kiełbasy, a na końcu zasmażkę z cebulą i czosnkiem. Sól, pieprz i majeranek to zwykle cała reszta przypraw, bez dodatków, które przybliżałyby ją do dzisiejszych żurków restauracyjnych z jajkiem w koszulce.
Gdzie szukać śladów robotniczej Łodzi
Ci, którzy chcą zobaczyć, jak żyli ludzie gotujący tę zupę na co dzień, powinni ruszyć na dawną robotniczą wyspę miasta, czyli Księży Młyn. To tu, wśród ceglanych kamienic budowanych dla pracowników fabryki Scheiblera, najłatwiej wyobrazić sobie codzienność, z której wyrosła zalewajka.
Samą fabrykę od środka pokazuje Muzeum Fabryki, urządzone w dawnych halach przędzalni Scheiblera, a warunki pracy i technologie epoki przybliża Centralne Muzeum Włókiennictwa w Białej Fabryce Geyera.
Więcej propozycji na spacer śladami przemysłowej Łodzi znajdziesz wśród łódzkich muzeów, a swoją, osobno zarejestrowaną zalewajkę ugotujesz też w Radomsku. Kontrast wobec robotniczej codzienności najlepiej widać na Starym Rynku, dawnym centrum handlowym miasta.
Praktycznie: gdzie dziś spróbować zalewajki
Zalewajka nie doczekała się w Łodzi jednej kultowej knajpy, w której podaje się ją po staremu - to danie domowe, nie restauracyjne. Najłatwiej trafić na nią w mniejszych, rodzinnych lokalach z kuchnią regionalną oraz na kiermaszach i festynach kulinarnych organizowanych w mieście i okolicach. Warto pytać wprost o zalewajkę, a nie o żurek - w wielu kartach dań to dwie różne pozycje. Więcej o robotniczej przeszłości miasta przeczytasz w dziale Poznaj Łódź.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się